przez Milli » 3 sty 2011, o 18:31
My z mężem mamy obecnie 2 szopunie. Nuka jest z nami od małego, miała 8 tygodni jak się u nas pojawiła. Oczywiście na początku była cudowna, puchata, bezbronna i tak maleńka, iż spała wtulona w moje włosy. Jak już troszkę urosła i miała około 2-3 miesięcy zaczęły się jej wariacje. Niszczyła wszystko co się dało, nie z jakiejś złośliwości a po prostu dla zabawy. Gdy szykowałam się rano do pracy, wchodziła pionowo po mnie, aż dostała się na ramiona i tam siedziała kurczowo trzymając się czego mogła: włosów, uszu, nosa. Wtykała rzecz jasna też swoje paluszki, co bywało z resztą czasami bolesne. Po powrocie do domu, dom wyglądał jakby nawiedziło je tornado, ale cóż było to nasze małe kochane "tornadko", któremu wybaczało się wszystko. Jednak z upływem czasu, Nusia rosła, stawała się silniejsza a co z kolei pozwalało jej na dotarcie do miejsc, które zagrażały jej bezpieczeństwu. Obawialiśmy się, że włoży paluszki do gniazdka, odkręci kurek z gazem, czy dla zabawy przegryzie wąż od butli gazowej...to tylko przykłady, nic takiego się nie stało - jednak woleliśmy nie kusić losu. Na naszą nieobecność, Nuśka zamykana była w sypialni, jednak skubaniec nauczył się otwierać drzwi z klamki, a jak nawet były zabezpieczone haczykiem to siłą wyrwała go. Weszła wszędzie, już nie wspomnę, że pod swym ciężarem złamała karnisz i z impetem gruchła na podłogę. W rezultacie w sypialni wraz z mężem zrobiliśmy jej wolierę, a kiedy wracałam do domu wypuszczałam ją na dom. Tak jest do dzisiaj, z tą różnicą iż wolierę powiększyliśmy o cały metraż sypialni czyli gdzieś około 25m/kw bo od paru miesięcy jest z nami również Tosia. Tonia wychowała się u kogoś innego, jednak tak wyszło, iż trafiła do nas - dziś już pełnoprawny członek rodziny. Wariuje z nami, gdyż Tosiulek, to młodziutka szopka i posturą bardzo filigranowa. Charakterem, się ni jak, nie upodobniła do Nuki. Tosia, to kochane maleństwo, uwielbiające zabawę i przytulanie opiekunów, natomiast Nuka to jak to ja nazywam, taka "Zosia samosia", patrz na mnie a nie dotykaj. Potrafi ugryźć, tak za nic, kiedy Tosia tylko podgryza w zabawie. Tosia pozwala się brać na ręce bez problemu a Nuka złowrogo fuka, lub wprost odepchnie ręce, sama wpakuje się z ciężką dupcią na plecy i z sunie po człowieku na podłogę. Jeszcze jedna uwaga, samiczki w czasie rujki stają się drażliwe i bardziej złośliwe. Jednak, Nuka w trakcie zabawy wie, że nie wolno mocno gryźć, a np. Tosia jeszcze nie ma tego opanowane i czasami uścisk kiełków jest naprawdę silny. Biorąc szopa do domu trzeba się liczyć z ranami, i to nie wcale małymi. Wręcz przeciwnie - mnie Nuka w afekcie przegryzła ścięgno trzymające kostkę w prawej ręce. Zęby szopa są długie i stosunkowo cienkie. Szop porządnie wkurzony, (np. przerażony czymś, walczący o swą niepodległość) potrafi zrobić krzywdę. Skutki mogą być nieodwracalne. Nie chcę, zniechęcać a jedynie naświetlić powagę decyzji jaką często właściciele lekceważą. A po kilku miesiącach słyszymy, że się pomylili bo coś tam.... Szop jest kochany, jeśli czuje się kochany. Wtedy odwzajemni podwójnie swe oddanie i przywiązanie. Wychowany od małego traktuje nas jak własną rodzinę, jest zaborczy jeśli pojawia się ktoś lub coś nowego np. dziecko czy nowy zwierzak. Nuka jest zazdrosna o Tosię i daje mi odczuć, że już mi nie ufa. Często Tosią poniewiera i nie mogę na to patrzeć, a robi to w tedy gdy Tonia chce do mnie podejść. Szop a zwłaszcza samiczki mają silny instynkt terytorialny czyli Wasz dom to jej dom, jej terytorium. Często popada w skrajność, bo jej terytorium jest tylko jej i niczyje więcej. Tak jest właśnie z moją Nuką, choć na co dzień obie wspólnie śpią wtulone w siebie to kiedy tylko pojawiam się ja, to Nuka demonstruje swoją siłę i przewagę. Pracujemy z mężem nad równowagą, staramy się z obiema bawić jednak nie ukrywam, iż to ja więcej czasu z nimi przebywam a wtedy Nuka czuje, że musi o mnie walczyć.