Witajcie
Niedawno kupiliśmy młodego samczyka (z tegorocznego miotu). Niestety nie jest kolorowo.
Przede wszystkim ma chyba psychiczną traumę- kupiliśmy go z odległej hodowli i kilka godzin jechał w PKS (i ktoś wrzucił jego klatkę do luku bagażowego). Był potem bardzo roztrzęsiony:(
Długo nie chciał wyjść z klatki, strasznie bał się i sapał gdy go głaskaliśmy, nie chciał jeść ani pić i już baliśmy się, że się odwodni.
Na szczęście po kilku godzinach zaczął wychodzić, ale strasznie się boi - nie sapie już gdy go głaskamy, ale drży i wsuwa się w każdą szparę. Gdy tylko znajdziemy go w jakimś zakamarku jego pokoju, zaraz znajduje inną. Teraz wbił się w miejsce w którym nie można go głaskać;) i wychodzi tylko coś przekąsić, popić i się załatwić. W ogóle nie opuszcza pokoiku, nawet w noc nie wchodzi na resztę mieszkania.
Zgodnie z radami z tego forum włożyliśmy do niego trochę przepoconych koszulek, widać, że w nocy się nimi bawi;) Ale nadal wogóle nie wychodzi i -bestia- jest niezmiernie zadowolony że nie mozemy go dosięgnąc;)
Oczywiście możemy po prostu odsunąć przeszkodę (duży karton) ale wolałbym otrzymać radę od bardziej doświadczonych osób- czy jest sens pozbawiać go "bezpiecznej kryjówki"? Nie chcemy go psychicznie męczyć, z drugiej strony nie chcemy też wychować dzikiego zwierzaka, który będzie tylko żerował w nocy i uciekał na nasz widok... Jak przyzwyczaić go do głaskania (po wzięciu na kolana drżał cały i dziabnął palec;)) ? Jak go generalnie oswoić z naszą obecnością?
Co mamy zrobić?
z góry dziękujemy za rady:)
Marcin i Gosia







