Witam serdecznie. Wczoraj odwiedziłyśmy z Wandzią veta. SZopka została odrobaczona, zaszczepiona i nawet pozwoliła sobie wyciąć gumę do żucia, którą przykleiła sobie na golonie (guma była tak rozpaćkanie przyklejona, że ja sama nie dałam rady jej wyciąć). Ciężki szok ale też pozytywne zaskoczenie

. Co nie zmienia faktu, iż jak przyjechałam do domu, zaczęly opadać emocje i potrzebowałam mocnej kawy. Wandzię zapakowałam w koci transporterek, wrzuciłam trochę chrupek i rodzynek i pojechałyśmy.Trochę się denerwowałam gdyż 30 km było przed nami a Wandzia jeżdziła w transporterku już dawno temu. W czasie jazdy poczęstowałam szopkę czekoladką Milka mini.Dostała w papierku, żeby zajęła się rozpakowywaniem. W lecznicy najpierw sesja zdjęciowa, później zastrzyki. Młoda próbowała smyknąć ze stołu ale z umiarem. Nie dziobnęła żadnego z vetów a mnie tylko delikatnie kąsała (spodziewałam się ciężkiego ataku). Pomyślałam sobie, że pewnie atak będzie jak Wandzia poczuje igłę w tyłku. I znowu się zdziwiłam. W drodze powrotnej głaskałam ją przez kratki transportera a ona lizała mnie po rękach.

Diagnoza: mój szop jest w większej części aniołkiem i niech tak zostanie. A Wam wszystkim życzę tak udanych wizyt u weterynarza jak nasza wczorajsza.