Boże tego się czytać nie da, co za debil

zamiast ratować to zabił !!! leśniczy, myśliwy = mordercy i tyle. A wiem co mówię bo jestem córką myśliwego i znam te ich "ratowania" od podszewki. Z tą różnicą, że faktycznie mój ojciec jak tylko sięgam pamięcią zawsze znosił do domu chore czy odratowane zwierzęta, z sideł czy żalazk zakładanych przez kłusowników. Wychowywaliśmy je, odkarmialiśmy z butelki a później były wypuszczane.Przez nasz dom przewinęły się sarenki, daniele, dziki, lisy, dzikie kaczki, bażanty,

jedynie zajączki padły są delikatne i nawet co godzinne nocne karmienie nie pomagało (mowa oczywiście o osobnikach bardzo młodziutkich). Ale znam osobiście wielu myśliwych którzy bez mrugnięcia okiem zachowaliby się identycznie jak ten leśniczy a nawet gorzej bo ten to chociaż w miarę zachował się humanitarnie inny załatwił by to inaczej. Ten człowiek minął się z powołaniem.
