"Przedwczoraj ,jadąc samochodem razem z bratem i córką po samochód do mechanika, przy drodze, leżało coś, najpierw myśleliśmy ze to potrącony kot,po widoku pomyślałam ze żyje, ale pewności nie miałam, powiedziałam córce żeby poszła zobaczyć....
Relacja córki:
Ide myśląc ze to kociak, ze musze go przełożyć na bok, dochodze do zwierzątka i ku mojemu zdziwieniu to nie był kot,z początku pierwsze skojarzenie borsuk!
I tego sie trzymałam, żyło i sie trzęsło,pewnie po wypadku
Podjechałam do zwierzaczka, faktycznie to nie był kot, to coś -borsuk trzęsło się z zimna i podnosiło głowkę, nie ruszało się, nie mogłam zostawić,owinęłam i wzięłam do domu,
Po przywiezieniu razem z córką ( ma 17lat często zasiada za moim nickiem na dogo albo i pisze,czy robi ogłoszenia ) zaniosłysmy zwierzaka do pomieszczenia gospodarczego, myśląc ze to już koniec,zostawiłysmy okryte nie mając wiekszych nadziei ze przeżyje,
Na nastepny dzień poszłysmy zobaczyc co sie dzieję, zwierzaczek żył nie trząsł się,dałam mu pić, jest jeszcze młode,dosyć małe ,ma kiełki,maleńkie poduszeczki, nie pasowało nam to na na borsuka, szukałyśmy w sieci i pomyslałaysmy ze to coś z fretek lub norek,wyszło na to ze norka, zwierzaczek rusza nogami z tyłu i przodu podnosi główkę,piję ale nie wiem czy jeszcze z matką nie powinien być, prawdopodobnie ma jakieś obrazenia wewnetrzne, bo nie wstaje i kupka pod siebie.
Dziś poszłysmy do niego,wiekszośc dnia przesypia,byc moze z bólu,albo dlatego ze to zwierzaki bardziej nocne, dostał pić,lezy pod kołdrą, ale opis nadal nie pasował przejrzałysmy siec i wychodzi ze to młodziutki szop pracz
Niestety nic nie je,
bardzo chciałabym mu pomóc ale nie jestem w stanie niestety Po
1. własnie jesteśmy w stanie przeprowadzki,wszystko pakujemy i wywozimy,jeździmy, nie miałabym nawet kiedy jechac do weta, bo wyjeżdzamy rano wracamy pod wieczór,mnóstwo roboty, jeszcze malowanie masakra,a pozatym po
2. na chwile obecną nasza sytuacja finansowa nie jest zachwycajaca wiec nawet gdybym podjęła sie leczenia,operacji nie miałabym z czego tego opłacić!
Mam swoje zwierzaki tez ich sporo,rodzina,dzieci....
i po
3. jeszcze jakis tydzien moze trochę wiecej i jestesmy na nowym mieszkaniu,stare opuszczamy i nie bedziemy mieli po prostu gdzie wziąśc tego malucha, wiec sytuacja nie wyglada zaciekawie
Nie wiem co robić, nie wyrzuce go przecież! Nie miałabym serca!
Zwierzaczek ma wole walki, moze ktos mógłby sie Nim zaopiekować?
Naprawde nie mam teraz czasu zeby jeździc i załatwiać,dlatego szukam osoby która mogłaby zając sie maluchem, dzisiaj nawet zasyczał na Mnie myślę ze to dobry znak, błagam Was o pomoc!"










